To strona dla Demona:)


Przygarnęliśmy Demona, gdy nasz poprzedni piesek – Dragon opuścił nas z przyczyn obiektywnych. Wtedy zrozumiałam co to znaczy zmagać się milcząco z chorobą, będąc uzależnionym od człowieka.

Ponieważ w domu zapanowała nieznośna pustka rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania godnego zastępcy. Ale nawet psia miłość jest niepowtarzalna…

Przez głowę przeszła myśl, że może przygarniemy jakąś niebogę ze schorniska. Od tej decyzji dzieliła nas doba. W nocy z pierwszego  na  drugiego kwietnia postanowiłam raz jeszcze poszukać w intenecie ogłoszenia o psiaczkach, które wymagałyby opieki.I tak oto, znalazłam się o poranku 2.04 na obrzeżach Wrocławia, gdzie już czekała na nas zgraja trzynastu szczeniąt.

Bracia i siostry Demona

Mama szczeniąt była niezwykle spokojna i bardzo zmęczona.

Mama Demona

O wybieraniu nie było mowy. Pani, która uratowała i dokarmiała szczeniaki wyciągnęła grubego, brązowego bobasa:) , całkowicie zaspanego i rozleniwionego. To był ten! I choć innym nie brakowało urody, ostał się grubiutki śpioch.

Demon – czwarty tydzień po urodzeniu

Tak inne też były śliczne, mam nadzieję, że miały tyle szczęścia co Demon.

Cała podróż do domu odbyła się w milczeniu, śpioch nawet nie zakwilił. Bałam się tego pierwszego dnia bez mamy.

Jadę do nowego domu:)

W domu dalej spałem i spałem:))

A jak już wstałem to ledwo utrzymywałem się na nogach:))

Po kilku dniach porywał już moje trampki do swojej „budy”

Sen był zazwyczaj beztroski.

Do dziś zdarza mi się spać w ten sposób. Jak widać gorszący odcinek został przysłonięty:)

Jak się później okazało w pełni zasłużył na swoje imię, obgryzając co się tylko nawinęło pod kły.

Biorąc pod uwagę spojrzenie, nikt nie odważył się odebrać kapcia.

Czasami robił zupełnie niewinne miny, jakby nie wiedział o co nam chodzi:)

Momentami absolutnie rozczulał i kruszył nasze serca.

Zjadałem też folię, kamienie, patyki – czym się to kończyło?! Zwykle niestrawnością. Raz otarłem się o operację, bo kamień był za duży, na szczęście mam silny organizm.

No i rosłem, rosłem…

potem byłem taki

Chodzenie na smyczy nie wchodziło w grę.

Moja pierwsza wyprawa w Bieszczady

Od tej pory jestem już łagodnym psem, kochającym góry

I w dodatku doskonale wysportowanym

Tradycyjny uchwyt koszykarski

Ulubione „precious” jak mówił Gollum – ringo, bez tego nawet się z nami nie wita.

Podobnie jak pani jestem wegetarianinem, bo mam alergię i mięsko nie wchodzi w grę.

Relaks

Demon wyrósł na wspaniałego, posłusznego, łagodnego psa, ale może dzięki temu, że nigdy nie zaznał cierpienia i otaczają  go ludzie pozytywnie nastawieni do świata,

chyba że pilnuje domu