Refleksje na temat anatomii zła


Szukanie odpowowiedzi na to w czym upatrywać genezę zła, wydaję mi się trochę jak błądzenie niewidomego po miejskiej dżungli, nawet jeśli wytycza sobie drogę białą laską, a sygnalizacja świetlna wysyła odpowiednie dźwięki na przejściu przez ulicę i tak czuje ogromne zagrożenie, nieustannie poruszając  się po omacku.
Nie wiem do końca co wywołało ten temat, może nieustanna obserwacja a może kropkę nad „i” postawiły obejrzane ostatnio filmy. To temat raczej godny filozofów, ja jedynie pozwalam sobie na pewne po lekturowe i po filmowe reminiscencje. Myślę, że w czasie, gdy malował Bosch brzydota była postrzegana jako zło.

Hieronim Bosch – Szczegół z prawego skrzydła

Jak wspominał U. Eco:” brzydota jest nieograniczona w swoich możliwościach”. Trudno się nie zgodzić z mistrzem. Troszkę w ten sam sposób zaczęłam patrzeć na kategorię „zła” , ona także jest nieograniczona. Człowiek zdolny jest przecież do niepojętych potworności. Nie wystarcza, dosyć liche wytłumaczenie, że zło musi współistnieć obok dobra, byśmy mogli dostrzegać z większą mocą to drugie.

A co jeśli czynimy zło dla samej zabawy? Doskonały tego przykład dał M. Haneke w filmie „Funny Games”. To przykład zła czynionego w białych rękawiczkach. Przeraża może nie to, że mamy do czynienia z parą przemyślnych zwyrodnialców, ale sam fakt, że oglądamy ten spektakl przemocy i nie potrafimy oderwać od niego oczu.
Haneke zdaje się pytać retorycznie – „i co,  podoba ci się ta zabawa”?
A zatem zło jest atrakcyjne, niewyobrażalnie kreatywne.
I jakże mylące są łagodne oblicza obu młodych mężczyzn i ich dobrotliwe spojrzenia.

W tym roku obejrzałam Post Tenebras Lux – reż. Carlos Reygadas, 2012 na Festiwalu Nowe Horyzonty. Temat anatomii zła mnie nie opuścił. Ten film epatuje pięknem i przemocą w równym stopniu. Może pierwszą zapowiedzią złowieszczych zdarzeń jest zagadkowa neonowa postać fauna, która odwiedza mieszkańców tego domu?
Czy miejsce, w którym się znajdujemy może mieć na nas złowrogi wpływ? Wydaje się jakby natura nie współgrała, była nośnikiem niepokoju. Tylko dzieciom udaje się zachować równowagę, radość życia i spokój, i tylko one cieszą się otoczeniem, zwierzętami; z ufnością patrzą na to co daje im natura.
Główny bohater zmaga się sam ze sobą, nie wie dlaczego nie może powstrzymać się przed znęcaniem się nad jednym z psów; kontakty intymne z żona obarczone są nieposkromionymi instynktami, więc przygląda się  jak  jego partnerka obcuje z innymi.

Obecność alkoholików, wykolejeńców i złodziei nie sprzyja rodzeniu się właściwych relacji między para bohaterów.
Nie tylko oni nie potrafią  sobie poradzić ze złowrogimi instynktami. Na naszych oczach przyznają się do znęcania się nad swoimi bliskimi, do egozimu i ulegania nałogom. To co mocno niepokoi to fakt, że światło pojawia się dla nich za późno; chwile oczyszczającej refleksji nadeszły, przed oczami stanęły magiczne lata dzieciństwa, ale zbyt późno.

Gdy myślę „zło” nie wierzę, by można było doszukiwać się jakiegoś jednego źródła. Pokus jest aż nazbyt wiele, kiedy zderzają się emocje, poglądy, kiedy górę nad rozsądkiem biorą kompleksy wtedy często do głosu dochodzą najbardziej mroczne instynkty.
Może powinniśmy częściej patrzeć w lustro, by przyglądać się swojej twarzy, kipiącej złością. Może wizerunek grymasu wykrzywionych w krzyku ust, z których płyną niegodziwości,  osłabiłby nieco nasze zapędy…

Zło jest też częstym wyrazem naszej bezsilności. Bohaterowie filmu „Florentina Hubaldo CTE” byli tacy, jakimi stworzył ich system. Ojciec Florentiny – bezwzględny typ, zapewne pozbawiony od dawna sensu bycia dobrym w zetknięciu z biedą, patologią i ruiną, żyjąc w miejscu pozbawionym szans na godziwą egzystencję upokarza swoich bliskich, bo nie ma już powodu, by być dobrym. To, że krzywdzi rodzinę, że zamordował żonę uchodzi mu na sucho, dlaczego miałby cokolwiek zmieniać. Wokół jest przyzwolenie na krzewienie zła. Przeraża fakt, że są to prawdziwe historie.

Może bardziej uzasadnione byłoby pytanie jak w tej beznadziejnej rzeczywistości udało się nielicznym zachować poczucie godności i czystą duszę.

Ale przecież mamy wybór. Pamiętam scenę z filmu „Adwokat diabła”, w którym Al Pacino, grający  diabła,  uświadamia Keanu R. (Kevin Lomax), że to on dokonywał wyboru, to od niego zależało po której stronie się opowie.