Urzeczona Madumą


3.07.2012
Brave Festival – to wydarzenie  weszło już na stałe do mojego kalendarza.
Wraz z przyjaciółmi obejrzałam cudowny występ kobiet z plemienia Wagogo. Artystki przyjechały do Wrocławia z Tanzanii.
Teatr współczesny nie była dla widzów łaskawym miejscem, z trudem łapaliśmy oddech,( upał nie do zniesienia), ale po usłyszeniu pierwszych dźwięków zapomniałam o wszelkich niedogodnościach. Mocne, czyste, piękne głosy kobiet z Maduma przeniosły mnie w inny świat. Koncert rozwijał się, narastała energia śpiewających i nas oglądających,co chwila z tłumu padały okrzyki aplauzu i oznaki ogólnej szczęśliwości. Nie mogłam nadziwić się tym radosnym twarzom i energii, która tryskała z każdego ruchu.
Dźwięki bębnów nhunhu porwały tłumy i wzmogły w nas życiodajne siły. Chciałoby się wybiec na scenę, by oddać się temu szaleństwu.
To, co uderzyło mnie najbardziej to brak kompleksów, siła, wola życia i prawdziwość intencji  z jaką śpiewały. Jakże ogromnie żałuję, że nie widziałam tego wszystkiego w naturalnej przestrzeni.
I jeszcze to co raduje serducho najmocniej , to akceptacja Wrocławian i aplauz jaki rozlegał się w sali Teatru Współczesnego, wszyscy daliśmy wyraz ogromnego szacunku i podziwu dla tych utalentowanych, silnych i pełnych radości kobiet.
Fot. BEATA RATUSZNIAK

Fot .(http://wroclaw.naszemiasto.pl/artykul/galeria/1465449,wroclaw-relacja-z-drugiego-dnia-brave-festivalu-zdjecia,3008187,id,t,zid.html#galeria)

4.07.2012 r.
Obejrzałam film „Marakesz”
Film opowiada historię  dwóch braci, Hammadi’ego i Aziza. Najpierw  w podróż wyrusza pierwszy z nich, potem młodszy- Aziz, pokonując drogę dzięki własnemu uporowi u życzliwości innych. Udają się do Marakeszu  w poszukiwaniu życia, które oferuje coś więcej niż powolne i monotonne rytmy ich wioski w surowych, kamienistych  górach Atlas. Torują sobie drogę do  Marrakeszu narażeni na niekończący się szum miasta, zatłoczone ulice, zaklinaczy węży. 
Co przyniesie przyszłość , bez pracy lub perspektyw w dużym mieście, takich jak Marrakesz? Nie odniosłam wrażenie, by na twarzach bohaterów malowała się radość i satysfakcja z decyzji jakie podjęli. Ucieczka nie przyniosła wyzwolenia, pomimo wszystko, tak dziś myślę o tym co się zdarzyło. 
Film świetnie łączy elementy filmu fabularnego i dokumentu. Myślę, że taki Marakesz zobaczyłabym na własne oczy : gwarny, brudny, pełen handlarzy, biedy z wciskającą się pomiędzy kulturę zachodu.
Obejrzałam z przyjemnością. 
05.07.2012r.
Zmiana klimatu i kultury , wybrałam się na TERAH TAALI – spektakl  dźwięku i ruchu kobiet z Radżastanu w Indiach.Terach Tali  to taniec wykonywany  przez tancerki
z przywiązanymi  do  różnych części ciała, metalowymi dzwonkami. Odgłosy tych subtelnych instrumentów  towarzyszyły 13. pieśniom śpiewanym przez mężczyzn
i kobiety. Tancerki nie poruszały się zgodnie z muzyką, ale tworzyły muzykę poprzez delikatne ruchy ciała, na przykład trzymając w ustach miecz!
Musiałam przestawić się na całkowicie inny odbiór. Pierwsze dźwięki nie wywołały euforii, a raczej błogi spokój. Dzięki tłumaczeniom, wiedzieliśmy o czym śpiewają. Były to pieśni rytualne, często na cześć bogów i bóstw, z którymi wiąże się ich kultura. W błędzie byłby jednak ten, kto sądził, że tak toczył się ten koncert do końca.
W miarę upływu czasu naszym oczom ukazywał się piękny , zjawiskowy taniec , niewiarygodna  subtelność  ruchu. Ku mojej uciesze na sali  nareszcie zapanowała ogólna radość i entuzjazm.  Gdy tancerki rozwinęły swój taniec, nie było końca zachwytom. Dech mi zaparło i  w pewnym momencie złapałam się na tym, że moje dłonie przygotowane  do oklasków zamarły w bezruchu, jakby w oczekiwaniu na dalszy ciąg. Byłam pełna podziwu dla wirtuozerii i płynności ruchów trzech niezwykle pięknych tancerek. Aż dziw , że ten XIV – wieczny  taniec może budzić taki podziw, dziś wśród widzów o tak odległej kulturze. To chyba magia muzyki! Magii dodawały także stroje, barwne, bogato zdobione, uszyte z delikatnych tkanin.
6.07.2012.
Tuż obok mnie przemknęła  Bi Kidude z Zanzibaru  ponad 100-letnia artystka, jedna z ostatnich reprezentantek zanzibarskiego unyago. Usiadła na widowni, by wraz z nami obejrzeć Maduma & Ndagwa.

Fot. Aubrey Fagon

Na scenie pojawiły się dziewczynki  i kobiety z plemienia Wagogo. Choć część koncertu powtórzyła się, dla mnie, to za nic nie żałuję, że ponownie kupiłam bilety na Maduma. Dziewczynki grające na bębnach były rewelacyjne.  Impart wrzał od energii i rytmu, ileż w tym muzyki!!! Z żałością pomyślałam o naszych dzieciakach w szkole, którym taka nauka rytmu i muzyki jest obca. A przecież muzyka powinna nieść radość  i energię. Brawo Maduma i Ndgawa!